VIII




Część VIII-a
WRÓG WKRACZA NA OGRÓD
czyli
Wielka Wojna na Lądzie i w Powietrzu...

Szanuję przyrodę, kocham różne zwierzątka, ptaszki i żywe istoty, jednak ten pan w czarnym, atłasowym fraku, o którym zaraz opowiem, mimo iż wydaje się być miłym facetem, w naszym ogrodzie jest uciążliwym szkodnikiem i niepożądanym zwierzątkiem. Jegomość ten nazywa się Kret.. Oczywiście nie chodzi o prezentera pogody Jarka Kreta, lecz o ssaka grasującego po naszych działkach, ogrodach i łąkach  .. 


Nie dość, że tunele które drąży wysuszają ziemię, to dodatkowo przy ich tworzeniu często uszkadza korzenie roślin. Kolejnym problemem są kopce, które wyrastają w naszym ogrodzie oraz fakt, że masowo zjada on dżdżownice. Wszelkiego rodzaju poradniki działkowców doradzają na swych stronach różne sposoby walki z kretami. I tak np. – „Aby uniknąć wizyt kretów na naszych działkach, można zawczasu zabezpieczyć się przed nimi chociażby poprzez zasadzenie na granicy działki silnie pachnących roślin, np. aksamitki, bazylii czy łobody, których kret bardzo nie lubi. Kolejnym sposobem jest samodzielne przygotowanie i zamontowanie odstraszaczy kretów tj. drewniane bądź blaszane kołatki poruszane przez wiatr, plastikowe lub szklane butelki zakopane w ziemi po szyjkę, czy też rozmaite wiatraczki. Wszystkie te urządzenia pod wpływem wiatru wydają praktycznie niesłyszalne dla nas gwizdy, które jednak odstraszają nieproszonych gości. Na rynku dostępne są też gotowe odstraszacze na baterie, które również emitują ciche gwizdy i piski. Pamiętać należy, że trzeba je wbić w kopce kretów ponad korytarzami. Włożenie w kreci korytarz spleśniałej skórki cytrynowej, bazylii, czosnku lub liści bzu czarnego także powinno skutecznie odstraszyć te zwierzęta. Oczywiście są również dostępne środki toksyczne, które powodują jednak, że po ich użyciu przez dwa tygodnie nie można spożyć nic z własnego ogrodu, a także łagodne środki chemiczne, czyli tzw. odstraszacze zapachowe. Wiele osób stosuje pułapki na krety, jednak jest to bardzo niehumanitarna metoda pozbywania się tych zwierząt z ogrodu.
To tyle poradniki.. Ble, ble, ble…- odstraszacze, buzery, bajery, butelki, duperelki, a tak naprawdę to wszystko „kicha” w walce z tym cwanym przeciwnikiem.. Kret ma doskonały słuch, świetny węch, a to że jest ślepy, w żadnym razie nie przeszkadza mu bezkarnie kopać nory i tunele na moim ogrodzie.. Hmmm, czy aby na pewno bezkarnie??.. Nie, nie i jeszcze raz nie.. Na pewno NIE, na moich trawnikach i grządkach !!!  .. Posłuchajcie zatem historii o prawie 20-letniej Wielkiej Wojnie z Krecim Najeźdźcą, która kosztowała mnie sporo nerwów, kasy, niejednokrotnie porannego czuwania ze sztychówką i widłami przy krecim kopcu, wypróbowaniu setek różnych sposobów, pułapek i środków chemicznych, aż w końcu została uwieńczona sukcesem.. I choć wredny najeźdźca co roku próbuje wtargnąć z pobliskich łąk na teren mojego królestwa, znalazłem w końcu na tyle skuteczny sposób, by dać odpór jego agresji.. 

WRÓG Z PODZIEMIA
czyli
NA WOJNĘ Z KRETEM…
Na początek mała charakterystyka wroga czyli Co warto wiedzieć o krecie... Otóż, nasz przeciwnik zasiedla gleby wilgotne i próchniczne, unika miejsc suchych, kamienistych i gleb o wysokim poziomie wód gruntowych.
 KRET EUROPEJSKI jest ssakiem o ciele krępym, wałeczkowatym, długości 11–17 cm, z krótkim ogonem (2–4 cm). Głowę ma małą, wciągniętą w ryjek, oczy prawie całkowicie zredukowane, szyja nie wyróżnia się od reszty ciała. Pokryty jest miękkim, aksamitnym włosem (od strony grzbietowej jest czarny, błyszczący, od spodu – szary). Stopy przednich nóg są łopatowate, przystosowane do drążenia kanałów. W ciągu doby ma trzy ośmiogodzinne cykle, podczas każdego z nich około 4 godziny wędruje w korytarzach i żeruje, pozostałe 4 przesypia w gnieździe. Najbardziej aktywny jest w godzinach porannych – wtedy powstaje najwięcej kretowisk.


Zimuje w korytarzach, w glebie na głębokości 50–60 cm (poniżej poziomu zamarzania), ale nie zapada w sen zimowy. Wiosną kopie pod powierzchnią gleby korytarze, zwane żerowiskowymi, tworząc kopczyki – kretowiska. Wiosną zakłada komorę lęgową, do której prowadzi labirynt podziemnych korytarzy. Po 3–4 tygodniach od kopulacji samica rodzi 2–7 młodych, w gnieździe zbudowanym z trawy, liści i mchu na głębokości 30–50 cm. Młode przebywają w nim około 35 dni. Dojrzałość płciową osiągają w następnym roku.


Kret żyje do 3 lat. Żywi się wyłącznie pokarmem zwierzęcym znalezionym w glebie: dżdżownicami, pędrakami, drutowcami, ślimakami, larwami i poczwarkami owadów. Może też zjadać drobne gryzonie, ślimaki i żaby. Na zimę gromadzi znaczne zapasy, złożone przeważnie z dżdżownic, które zakopuje w pobliżu gniazda. Drążąc podziemne korytarze w poszukiwaniu pożywienia kret niszczy korzenie roślin, które przewracają się i zamierają. Kretowiska utrudniają koszenie traw. Wyjadając dżdżownice, które stanowią 90% jego menu, kret powoduje szkodę pośrednią (dżdżownice spulchniają i przewietrzają glebę, wzbogacają ją w próchnicę). Ma niezwykły słuch, podczas żerowania wyszukuje swoje ofiary słuchem. Słyszy nawet odgłosy spadających kropli deszczu na powierzchnię gleby, dlatego wykorzystuje się dźwięki do wypłaszania nieproszonego gościa z ogrodów.


Początki powstawania mojego ogrodu nie zapowiadały inwazji kretów a fakt, że wcześniej czyli 25 lat temu na terenie działki rosła tylko wysoka trawa i kilka owocowych drzew, nie powodował by przejmować się jakimiś tam kretowinami.. Kiedy z roku na rok powstawał teren dzisiejszego ogrodu, została zasiana dywanowa trawka, a na klombach poczęły rosnąć piękne krzewy i kwiaty, widok usypanych kopców zaczął przyprawiać mnie o szybsze bicie serca  ..


Początkowo traktowałem to dość wyrozumiale i każdorazowo usypany kopczyk zasypywałem, zamulając ziemię z powrotem w wydrążone korytarze.. Z czasem stało się to irytujące i zaczęło powodować coraz większe straty oraz spustoszenie na zielonej połaci trawnika.. Krety zadomowiły się na dobre widząc moją dość bierną reakcję na ich obecność.. Rano zasypywałem i równałem trawniki przeklinając siarczyście pod nosem, a już następnego poranka wyrastały kolejne, jeszcze piękniejsze i liczniejsze krecie budowle..

Miarka się w końcu przebrała… Moja cierpliwość i umiłowanie przyrody zostały wymazane z dialogu pomiędzy mną a kretami.. Umalowałem policzki jak Rambo przed akcją specjalną, doposażyłem swój arsenał w niezbędną broń, wypisałem na ścianie szopy ze sprzętem ogrodniczym – „DOBRY KRET TO MARTWY KRET” i ruszyłem na front czyli teren ogrodu  .


Rozpoczęła się długa, podjazdowa, a właściwie „podkopowa” walka na broń białą (łopaty, widły, kopaczki, szpikulce itp.) oraz wzmożona wojna chemiczna z użyciem karbidu, świec dymnych, spalin silnikowych, gnojówki, smrodliwych śledzi, spleśniałych obierek warzyw, chloru, czosnku, bazylii, zgniłych jaj i całej innej masy różnych, śmierdzących koktajli.. Po takiej porcji smrodu niejeden sąsiad zza płotu wyniósłby się za siedem gór i siedem rzek, ale nie krety.. Parę dni spokoju po wytężonej walce i kret pojawiał się ponownie, wychylając z kopca i pokazując mi łapę z wyciągniętym do góry środkowym palcem  ..


W tamtych czasach, 20 lat temu, nie było po sklepach ogrodniczych żadnych wymyślnych środków chemicznych, elektronicznych odstrasza czy też specjalnych łapek na krety… Moje początkowe potyczki z kretami ograniczały się więc do tzw. porannych „nasiadówek” z białą bronią czyli szpadlami i kopaczkami ogrodowymi.. 

Po obserwacjach zachowań kretów stwierdziłem, że ich wytężona, podziemna robota oraz budowa wielkich, naziemnych kopców odbywa się wczesnym rankiem pomiędzy godziną 5–7 rano.. Tak więc ja wstawałem o godzinie 4-tej, dozbrajałem się w duży zasób cierpliwości, dwa szpadle, stołeczek wędkarski, piersiówkę z płynem rozgrzewającym (jakoże rankiem bywa chłodno) i tak wyposażony zakładałem punkt operacyjny w pobliżu kopca i kreciego korytarza.. Przesiadywałem w zupełnej ciszy, niejednokrotnie parę dni bez efektu. Jednak co jakiś czas szczęście uśmiechało się do mnie, a kret niestety miał wtedy pecha… Zapytacie jak je łapałem?.. Bardzo prosto – Czekałem aż kret zacznie podnosić ziemię w kopcu, doskakiwałem błyskawicznie do niego, jeden szpadel wbijałem w ziemię w miejsce rozpoznanego wcześniej korytarza aby kret mi nie zwiał do tyłu, a drugim szpadlem szybko wykopywałem go razem z ziemią… Po takim polowaniu przez następne dni miałem spokój i poprawiony humor ….do czasu następnej wizyty kolejnego kreta… Jaki był dalszy los złapanego kreta??.. Hmmm, fota poniżej wyjaśnia tę kwestię ..


Skuteczna, lecz czasochłonna i stosunkowo mało efektywna metoda walki poprzez ranną nasiadówkę, skłoniła mnie z czasem do wypróbowywania innych metod.. Jak wspominałem, moja działka graniczy z łąkami i pobliskim lasem.. Krety były zatem częstymi gośćmi na moim ogrodzie.. Kiedy przychodziłem z pracy i spoglądałem na równiutki, skoszony, zielony trawniczek „upiększony” kolejnymi krecimi kopcami, byłem nieraz tak wku…ny, że chciałem podjechać na pobliski bazar, gdzie Ruskie handlowali różnym chłamem i dogadać się z nimi by załatwili mi wiaderko granatów lub jakąś broni cięższego kalibru z demobilu armii radzieckiej, na tę wojenną potyczkę z kretami  ..



Nocami śniły mi się krety, krety, krety…. W moich optymistycznych snach ginęły od strzału w głowę, w bardziej humanitarnych snach widywałem je za kratkami, błagające o litość.. Powiecie wariat i pomyleniec owładnięty obsesją kreciej wojny… Niestety wtedy tak mnie to prześladowało, chociaż znajomy psychiatra twierdził, że jestem całkowicie zdrowy na umyśle ....



W czasie tych ponad 20 lat wypróbowałem praktycznie wszystko – od łopaty, kopaczki, różnych mikstur, śmierdzących cieczy, karbidu, świec dymnych, chemii, elektronicznych odstraszaczy, wymyślnych pułapek, aż po nowej generacji sprzęt w postaci pętli indukcyjnych pod prądem itd., itd. Wszystko to w mniejszym lub większym stopniu pozwalało walczyć z krecim podziemiem.. Jak jednak wiadomo z historii, niejedna wielka i dobrze wyposażona armia „łamała sobie zęby” na podziemnym, partyzanckim działaniu… Moje lata walki, doświadczenia i uporu w działaniu, przyniosły jednak w pewnym momencie bardzo skuteczne rozwiązanie problemu.. Wspólnie z moim przyjacielem, który także działał bezpardonowo na froncie walki z kretami, opracowaliśmy i wdrożyliśmy w życie skuteczny sposób na kreta.. Można powiedzieć, że sprawdza się w 95%... Niestety nie mogę go tutaj przedstawić z oczywistych przyczyn.. Zaświadczam jednak, że moje trawniki i ogrodowe rabaty są teraz wolne od podziemnych korytarzy i ziemistych kopców, co można oglądać na fotkach w opublikowanych postach Historii Mojego Ogrodu..


Wielka Wojna z Kretami nie ograniczała się do pokonania tylko i wyłącznie kreciego wojska.. Jak to w każdej wojnie bywa, agresor ma niejednokrotnie sprzymierzeńców działających z nim wspólnie na linii frontu… Takim koalicyjnym pomocnikiem kreta w drążeniu tuneli i dodatkowo zjadaniu warzyw na moich grządkach była i jest nornica.. Ten wredny gryzoń to taka trochę większa, domowa mysz, grasująca na polach, grządkach, w parkach, na nizinach i w górach.. W Polsce występuje na całym terenie kraju. Z nornic, w ogrodach najczęściej występuje NORNICA RUDA


Teren mojej działki, jak prezentowałem to w cz.I, był niegdyś polem uprawnym, gdzie zasiewane było corocznie zboże (pszenica, żyto, owies) oraz uprawiane były warzywa na grządkach typu marchew, pietruszka, buraczki, seler, itp.... Nornice miały zatem doskonałe miejsce do żerowania.. Rozgościły się dość licznie i uważały rejon działki za swój rewir.. I tutaj się przeliczyły.. Gdy na obszar działki wszedł inwestor strategiczny czyli ja, w celu zagospodarowania terenu pod piękny ogród, byt i istnienie tych gryzoni zostało skazane na wyginięcie.. Przed wypowiedzeniem wojny nornicom, rejon trawników i grządek był  przez nie „masakrycznie” przekopany i przeryty metr po metrze, a wyglądało to tak (fotki poniżej)..


Gdy po zimie pokrywa śniegowa zaczynała topnieć, odkrywał się obraz jak wielkie pobojowisko.. Zryte, przekopane, podziurawione, zniszczone na maxa  ..


Moja małżonka starannie formowała grządeczki, siała, plewiła, zasilała, podlewała, jarzynki rosły, aż miło było patrzeć.. Rozterka, zaskoczenie, a po chwili ogromna wściekłość, nadchodziły w momencie wyciągania marchewki z ziemi za natkę... Marchewki to za dużo powiedziane, raczej samej natki, zresztą zobaczcie sami.. Nornice delektowały się podziemną częścią warzyw, a nam zostawała „zielenina”, tyle że nie do konsumpcji..  Miarka się przebrała.. Kolejny ogrodowy wróg musiał zostać wyeliminowany  ..


Zanim opowiem o metodzie walki z tym gryzoniem, na początek charakterystyka przeciwnika, jakoże dobre rozpoznanie na placu boju to połowa drogi do zwycięstwa.. 
NORNICA RUDA (Myodes glareolus) – gatunek gryzonia z licznie reprezentowanej w Polsce rodziny chomikowatych. Jeden z drobniejszych gryzoni nornikowatych występujących w Polsce. Średniej wielkości, o wydłużonym ciele i średnim, słabo owłosionym ogonie, pokrytym pierścieniowatymi łuskami. Długość tułowia do 10 cm, ogona do 5 cm, ciężar ciała ponad 30 g. Oczy duże, pyszczek lekko zaostrzony z wąsami, uszy duże szerokie, zaokrąglone, cienkie. Nozdrza różowawe, nieowłosione. Charakteryzuje się szarym ubarwieniem sierści futerka grzbietowej strony ciała z odcieniem rudawym, często mocno zaznaczonym. Boki i brzuszna strona ciała jest szara, a ogon zwierzęcia jest dwubarwny. Siekacze mają kształt dłutowaty, ciągle rosną, a ostrość zachowują dzięki temu, że szkliwo znajduje się jedynie na przedniej ich powierzchni, zęby trzonowe o niskich koronach. Buduje system korytarzy tuż pod powierzchnią ziemi lub w gęstym runie. Świetnie wspina się po pniach i gałęziach drzew.. Nornica ruda jest aktywna głównie o zmierzchu. Buduje silnie rozgałęziony system chodników, które biegną tuż pod powierzchnią ziemi lub też po niej, wśród gęstej roślinności. Niechętnie kopie nory w glebie zwięzłej, najczęściej chodniki jej przebiegają tuż pod ściółką. Chodniki te są liczne, silnie rozgałęzione i tworzą skomplikowaną sieć o wielu wylotach. Podobnie jak wszystkie gatunki z rodziny nornikowatych nornica ruda jest aktywna przez cały rok i nie zapada w sen zimowy. Jesienią buduje specjalne gniazdo zimowe.
 

Nornica jest ssakiem płochliwym co powoduje, iż walka z tym gryzoniem jest bardzo trudna i wymaga często stosowania kilku metod jednocześnie. Drugim aspektem działającym na korzyść tego ogrodowego okupanta jest liczebność jego armii. Nornica zakłada całe systemy korytarzy w darni lub tuż pod powierzchnią ziemi, wśród których buduje kuliste gniazdo z mchu i traw. Tam przychodzą na świat ślepe i nieowłosione młode. Jest ich od 3 do 7 sztuk. Szybko rosną, po około 12 - 14 dniach otwierają oczy. Z matką pozostają przez trzy tygodnie. Po około 25 dniach życia przestają się odżywiać mlekiem matki i opuszczają gniazdo. Młode uzyskują pełną dojrzałość płciową w wieku 8 - 9 tygodni. Rozmnażanie jest bardzo intensywne - nornica ruda w ciągu jednego roku może wyprowadzić 4 mioty, co daje przeciętnie 20 młodych rocznie !!!.. Przeciwnik trudny, jednak po wieloletniej walce z kretami i nabyciu wojennego doświadczenia, moje zmaganie z armią nornic przebiegało znacznie łatwiej aniżeli z pojedynczymi sztukami kretów.. 


Arsenał do walki z nornicami zastosowałem o wiele mniej urozmaicony aniżeli w działaniach z poprzednim wrogiem, jednak na tyle skuteczny, że pozbyłem się ich dość szybko i teraz na bieżąco eliminuję wędrowne osobniki, które nieopacznie wejdą na teren mojej ogrodowej twierdzy.. Podstawową bronią jaką zastosowałem była oczywiście specjalna trucizna na nornice w formie granulek, zatrutego ziarna itp.. Stosowałem i stosuję do tej pory różne odmiany owej trutki, aby wróg miał bogatszy asortyment żywnościowy do spożycia.. Dobrze jest sypać truciznę do korytarzy nie naruszając ich struktury oraz nie dotykając trucizny, ponieważ nornica ma doskonały węch i może tego nie ruszyć.. Druga rada to sypanie trucizny w wielu miejscach do nor i korytarzy, najlepiej w terminie na wiosnę i jesień, gdy te gryzonie wykazują wzmożoną aktywność żerowania po i przed zimowym okresem.. Kolejna, skuteczna metoda na którą "załatwiłem" sporo nornic, to wkopywane na odcinku korytarza pułapki w postaci 30 cm kawałka plastikowej rurki z zapadkami na końcach.. Po kilkudziesięciu latach doświadczenia na polu walki z kretami i nornicami, wypróbowaniu kilku rodzajów łapek, ten sposób okazał się najskuteczniejszy, najprostszy i najmniej skomplikowany.. Taką łapkę można kupić za parę groszy, ale można też zrobić we własnym, domowym warsztacie.. Ja zakładam ich kilka w razie potrzeby i praktycznie zawsze wpada w nią nornica, a niejednokrotnie także kret.. 


Jedna uwaga: przy wkopywaniu tej rurko-łapki w odcinek korytarza, trzeba uważać by go nie przysypać i nie naruszyć jego struktury.. Od góry rurkę najlepiej przykryć płytką ceramiczną lub kawałkiem deski, nie zasypywać 


Opisanymi sposobami podziemny wróg w postaci kretów i nornic został pokonany, a obecnie na bieżąco jest unicestwiany w razie zagrożenia.. Jednak ani krety, ani nornice nie spowodowały swą działalnością tyle bólu i rozpaczy w moim sercu co wróg, który naciągnął z powietrza i pewnego, lipcowego dnia odebrał mi na zawsze mojego wiernego przyjaciela, ukochanego owczarka niemieckiego o imieniu Aron.. Nawet teraz po latach, gdy wracam pamięcią do tamtych dni, łza kręci się w oku a w sercu otwiera malutka rana po stracie przyjaciela.. Smutne to wspomnienia jednak postaram się opisać tamte wydarzenia, by były one przestrogą dla innych posiadaczy czworonożnych pupili...  ..
ATAK SZERSZENI..
Lipcowy, wakacyjny dzień nie zapowiadał pod żadnym pozorem tragedii, jaka miała nastąpić w ciągu kolejnych godzin.. Wróciłem z pracy i po obiedzie poszedłem na ogród, by chwilę odpocząć w cieniu drzew, schłodzić się w basenowej niecce i pobawić z moim wiernym przyjacielem, owczarkiem niemieckim o imieniu Aron.. Psa tego przywiozłem dwa lata wcześniej jako malutkiego, ślicznego szczeniaka z rodowodem, z hodowli mojego przyjaciela Bogdana.... Szczeniak został wybrany jako tzw. „pierwszy z miotu” czyli najsilniejszy, największy i najbardziej rezolutny z grona 4 małych owczarków.. Już w wieku dwóch miesięcy, zanim jeszcze trafił do mego domu, był w hodowli prawdziwym przodownikiem w przepychaniu się do rozstawionych misek z jedzeniem.. Gdy pojechałem je oglądać do hodowli, wysunął się dziarsko na czoło gromadki szczeniąt i szczeknął na mnie donośnie.. Był prawdziwym przywódcą i od razu wiedziałem, że będzie to ten i tylko ten pies.. Aron, bo tak nazwałem go z wpisem do metryki, wychowywał się w moim domu jak przystało na wiernego przyjaciela, ale także jako doskonały obrońca, stróż domostwa i władca posesji w czasie mojej nieobecności.. 


Pod okiem fachowca od szkolenia psów obronnych, który przyjeżdżał do mnie kilka razy w tygodniu aby „ułożyć” Arona jako psa towarzyskiego i obronnego, owczarek ten stał się nie tylko moim wiernym obrońcom, lecz także doskonałym stróżem, przyjacielem, nieodłącznym opiekunem mojego kilkunastoletniego syna i pupilem mojej żony… Jednym słowem – czwarty członek rodziny.. 


Wracajmy jednak do owego feralnego, lipcowego popołudnia.. Po relaksującej, poobiedniej sjeście pomyszkowałem na terenie ogrodu doglądając rośliny, kwiaty, podlałem grządki, zerwałem w szklarni kilka pomidorów, ogórków i powoli zbierałem się w domowe pielesze na łono rodziny.. Aron cały czas łaził za mną jak cień i co chwilę zaczepiał mnie, zapraszając do zabawy.. Wychował się pod moją opieką od szczeniaka, więc ufał mi bezgranicznie i traktował jak swoją „mamę”… Moja żoną często robiła takie porównania, widząc jak ten pies nie odstępuje mnie na krok… Aron nie garnął się do pomieszczeń domowych.. Jego rewirem był zawsze ogród a sypialną mały pokoik w suterenach, gdzie miał swoje legowisko i swoją starą wersalkę, na której często się wylegiwał.. Dzień dobiegał końca.. Popracowałem jeszcze trochę nad służbowymi sprawami i dość późnym wieczorem poszedłem spać.. Rankiem następnego dnia, wstając ja co dzień do pracy zdziwiła mnie nieobecność psa, który za każdym razem wychodził na spotkanie i odprowadzał mnie do bramy… Zaniepokojony poszedłem w kierunku jego pomieszczenia.. Widok jaki zastałem przeraził mnie, a jednocześnie zmusił do natychmiastowej reakcji.. Duży, mocny pies, który przewróciłby niejednego, wielkiego chłopa, leżał teraz bezradnie na boku, cichutko skomląc i próbując się podnieść na mój widok. Początkowo oniemiałem nie wiedząc co się dzieje.. Gdy podszedłem bliżej, a pies bezradnie próbował wstać, zauważyłem duże opuchlizny na jego boku, nogach, szyi i pysku.. Kilka guzów wielkości jabłka.. Widziałem jak pies po prostu gaśnie w oczach.. Reakcja błyskawiczna. Samochód, pies wniesiony na rękach na tylne siedzenie i jazda na pełnym gazie do najbliższej, prywatnej kliniki weterynaryjnej, która znajduje się w odległości 10 minut jazdy.. Lekarz weterynarii zajął się psem od razu, jednak po oględzinach i zaaplikowaniu końskiej dawki antybiotyku wyjaśnił mi o co chodzi i przygotował na najgorsze.. Jak się okazało, pies został silnie pogryziony przez szerszenie.. Jeden z nich tkwił nadal nieżywy w sierści za uchem widocznie zadrapany łapą przez psa. Na całym ciele mojego pupila uwidoczniło się kilkanaście opuchniętych miejsc po ukąszeniach.. Dawka jadu, która zabiłaby konia.. Lekarz stwierdził, że ukąszenia musiały mieć miejsce wieczorem i pies tylko dzięki mocnemu organizmowi dotrwał do rana, jednak jego chwilę są już policzone.. Gdyby fakt ten zaistniał wtedy, gdy byłem razem z nim na ogrodzie, podane od razu wapno i antybiotyk z pewnością uratowały by mu życie.. Teraz było już niestety za późno.. Dawka jadu po 30 minutach od momentu podania przez lekarza antidotum, zatrzymała akcję serca mojego ukochanego psa .. ..


Skąd szerszenie i taki zbieg okoliczności??. Otóż jak się potem okazało, w odległym kącie ogrodu, w zmurszałym pniu starej czereśni na wysokości pół metra od ziemi, szerszenie zrobiły sobie gniazdo.. Aron biegał po ogrodzie do późnych godzin wieczornych. Szerszenie zlatując się na wieczór do gniazda musiały w tym czasie zaatakować mojego psa, który widocznie znalazł się w pobliżu wlotu do ich dziupli.. Aron często łapał latające pszczoły, zjadał je kłapiąc zębami i śmiesznie mlaskając.. Niejednokrotnie zdarzało się, że został ukąszony w pysk przez pszczołę, jednak jedna pszczoły to co rój szerszeni... Aby teraz ukazać wizerunek tego skrzydlatego mordercy, którego do końca życia będę bezwzględnie tępił na każdym kroku, napiszę krótką charakterystykę Szerszenia..
SZERSZEŃ EUROPEJSKI (Vespa crabro) to gatunek owada z rodziny osowatych (Vespidae), z grupy żądłówek, największy z osowatych występujących w Europie Środkowej, pospolity na terenie całej Polski, zwłaszcza w pobliżu terenów zamieszkiwanych przez ludzi. Żywi się owadami, owocami oraz sokami niektórych drzew. Jego użądlenie może być niebezpieczne dla osób uczulonych na jad owadów błonkoskrzydłych. Pierwotnie zasiedlał zachodnią i północną Europę oraz północną Azję w strefie klimatu umiarkowanego, po Japonię. Obecnie jest gatunkiem palearktycznym. Został introdukowany do Ameryki Północnej, tam stał się gatunkiem powszechnie występującym w Kanadzie i USA..Typowym siedliskiem szerszeni europejskich są lasy liściaste. Gniazda zakładane są w dziuplach drzew, zwłaszcza dębów. Ze względu na utratę naturalnych siedlisk owad ten przystosował się do życia w pobliżu terenów ludzkiej aktywności (tereny zurbanizowane oraz wykorzystywane rolniczo). Gniazda buduje najczęściej w dziuplach drzew, a także w norach ziemnych, opuszczonych ulach, czasem na wolnym powietrzu, lecz w miejscach osłoniętych (np. pod okapem dachu lub w dziurach i zagłębieniach ścian budynków)..


Długość ciała królowej (samica) 25–35 mm, samca 21–23 mm, a robotnicy 17–24 mm. Ubarwienie zmienne, zależne od regionu (geograficzne odmiany barwne), płci i stopnia rozwoju (dymorfizm). Forma typowa dla obszaru Polski ma tułów czarny w rude plamy, odwłok brunatny w czarne pasy. Głowa szerszenia zaopatrzona jest w silne żuwaczki, z dobrze widocznym żółtym rysunkiem. Wczesną wiosną samice zapłodnione poprzedniego roku przystępują do budowy gniazda. W tym celu wykorzystują masę papierową, wytworzoną przez nie z cząsteczek próchniejącego drewna i śliny. Wewnątrz gniazda samica buduje plastry ze skierowanymi ku dołowi otworami komórek. Rozmiary gniazd sięgają czasem 50 cm długości i wysokości. 


 

Mogą pełnić pożyteczną rolę, gdy zjadają owady uznawane przez człowieka za szkodniki, ale szerszenie zjadają również owady pożyteczne, np. pszczoły. Jedna robotnica jest wstanie upolować dziennie od 10 do 15 pszczół. Dziennie poluje kilkanaście takich robotnic, więc ta liczba rośnie. Szerszenie nadgryzają dojrzałe owoce i uszkadzają młode drzewka, powodując w ten sposób szkody w leśnictwie i sadownictwie. Z medycznego punktu widzenia mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia. Użądlenie przez szerszenia wywołuje w miejscu wprowadzenia jadu dotkliwy ból, zaczerwienienie i obrzęk, a u osób uczulonych na jad owadów błonkoskrzydłych może wywołać wstrząs anafilaktyczny. Jad szerszeni europejskich jest porównywalny z jadem pszczół i os, zawiera jednak większą dawkę toksyn. Użądlenie szerszenia jest boleśniejsze od użądleń pszczół czy os z powodu większego i głębiej penetrującego żądła oraz około 5% zawartości acetylocholiny w jadzie..

A teraz parę fotek.. Tak wygląda szerszeń przed spotkaniem ze mną...


....a to po spotkaniu ze mną wg. zasady że "dobry szerszeń to martwy szerszeń".. Mściwy nie jestem, ale pamięć mam dobrą  ...


Nie będę pisał jaki skutek wywarła na mnie śmierć ukochanego psa.. Przez kilka miesięcy nie mogłem zapomnieć i za każdym razem, gdy spoglądałem na puste legowisko, łza kręciła się w oku.. Zarzekłem się nawet w duchu, że już więcej nie chcę mieć psa z powodu żalu rozstania.. W sercu pozostała mała pustka w miejscu, które zajmował mój pupil.. Czas jednak zabliźnia rany, choć pamięć pozostaje na wieki.. Moja żona po paru miesiącach widząc jak powoli wracam do normalności, wzięła sprawy w swoje ręce i powiedziała krótko – Jędrek, ja wiem że rozpamiętujesz dalej o Aronie, ja też czuję jego nieobecność i smutek, ale najlepszym lekarstwem dla nas będzie zaadoptowanie kolejnego szczeniaka, który przejmie stróżowanie i zdobędzie nasze serca”.. Tak też się stało.. Posłuchałem małżonki i po tygodniu czasu moje domostwo oraz cały rejon działki przejął we władanie śliczny, 3 miesięczny szczeniak, także owczarek niemiecki, lecz tym razem długowłosy.. Poza gospodarstwem przejął we władanie nasze serca, dywanik w sypialni, fotel w pokoju gościnnym, taras balkonowy, a pod moją nieobecność także cześć mego małżeńskiego łoża, jakoże ten śliczny szczeniak stał się od razu ukochana psinką mojej żony.. O tym kolejnym, czworonożnym gospodarzu oraz jego obecnym następcy, opowiem dokładnie i przedstawię całą historię psiego panowania w oddzielnym, specjalnym poście.. Hejjj 
  

C.D.N..

4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za obraźliwe zwroty pod moim adresem usunąłem ten komentarz..

      Usuń
  2. Panie Andrzeju proszę o instrukcje co do ostatecznego rozliczenia się z kretami. Też mam ogród piękna trawę i krety. Na metrze kwadratowym mam niekiedy 6 kopców - i brakuje mi już pomysłów czym unieszkodliwić drani.
    Proszę o radę bo cierpliwości mi juz brak. pozdrawiam Anna (prywatny mail ladeib@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Smutno się zrobiło z powodu Arona, chociaż z wcześniejszych wiadomości pamiętam , że mimo że był następca , to jednak gdzieś w sercu głęboko zostaje smutek żal , znam to uczucie . Walkę z kretami również przeszłam, ale nie tak bojowo :)
    Pozdrawiam jola aldonka

    OdpowiedzUsuń