IV



Część IV
NOWE POMYSŁY, NOWE INWESTYCJE...


Minęło kilka kolejnych sezonów letnich... W planach inwestycyjnych modernizacji działki na najbliższe lata, miałem kilka nowych pomysłów zagospodarowania ostatniej, dolnej partii ogrodu.. Gdyby doba miała 48 godzin, to też byłoby to dla mnie o wiele za mało... Życie kręci się szybko, a jeśli człowiek ma wiele zajęć i zainteresowań, to musi się sprężać i brać z losem "za bary"... Mam taką rogatą i niespokojną duszę.. Nie usiedzę spokojnie nawet pięć minut.. Mam też takie powiedzenie: -"Minuta w fotelu przed TV to minuta stracona..".. Media zawładnęły ludźmi w maksymalnym stopniu.. Nie da się obecnie z nich nie korzystać, jednak warto nieraz, zamiast wlepiać gały w szklany ekran, wyjść na łono natury i spędzić w otoczeniu przyrody jak najwięcej czasu.. Gdy nie szedłem w góry czy nie wyjeżdżałem na dalsze wyprawy, obcowałem z przyrodą w mym ogrodzie... Nadszedł więc czas zagospodarowania ostatniej, dolnej części działki... Poniżej basenu zasiałem na całej powierzchni trawę aż pod szklarnię, która wybudowana została, jak wcześniej wspominałem, na końcu ogrodu.. Kolejne ścieżki, kolejne klomby i kolejne nasadzanie krzewów..

      
Trawiaste tarasy rozrastały się i upiększane były nowymi elementami architektury ogrodowej.. Bujnie rosnąca trawa, systematycznie koszona i nawożona utworzyła piękny, zielony dywan, na którym wyrastały kolejne pomysły..

   
Przejeżdżając obok dużego placu złomiarskiego, gdzie ludzie zwozili co popadnie, w stercie żelaznych elementów i różnych rupieci znalazłem piękną, starą, żeliwną pompę studzienną.. Po pertraktacjach z właścicielem złomowiska zdobyłem ją, jak to się mówi "za dużą flachę"

   
Parę dni zajęło mi jej wyczyszczenie i odnowienie.. Po pomalowaniu i ustawieniu na specjalnym podeście wyglądała imponująco.. Gdy na korpusie pompy zeskrobałem rdzę, ukazała się data produkcji tejże pompy - rok 1931 !!!.. Zatem kolejny zabytek zawitał na moim ogrodzie..

 
  Dość spory, centralny placyk w dolnej części ogrodu postanowiłem zabudować okrągłym, kamiennym tarasem, na którym planowałem postawić wiklinowe kosze z kolorowymi kwiatami.. Doprowadziłem do niego kamienną ścieżkę, obsadzając ją po obu stronach tujami kulistymi.. Wokół tarasu posadziłem tuje szmaragdowe..

         
W następnym roku krzewy podrosły, a ja przy kamiennych ścieżkach zabudowałem kolejne ławeczki..

         
Do umocnienia skarpy poniżej wybudowanego basenu, ponieważ jak wspomniałem teren działki obniża się dość znacznie, musiałem zastosować tzw. betonowe gazony.. Są one nie tylko dekoracyjnym elementem ogrodu, lecz pełnią także funkcję kształtowania nawierzchni czyli mówiąc prościej są murkami oporowymi.. Mają tę zaletę, iż w środku każdego z nich można zasadzić kolorowe, jednoroczne kwiaty.. Znalazły tutaj swoje miejsce żółto-pomarańczowe aksamitki oraz krwisto-czerwone szałwie..

      
Jednoroczne sadzonki czerwonych pelargonii oraz białe kwiaty Dimorfoteki Polarstern przyozdobiły wiklinowe kosze, ustawione na kamiennych tarasach..

         
Gdy "nachodziło" mnie niejednokrotnie wielkie lenistwo, "wykładałem" się na trawniku lub na kamiennych blokach skalniaka i patrzyłem w zadumie na ogród, myśląc co jeszcze można by upiększyć.. W momencie, gdy przychodził pomysł do głowy, lenistwo mijało momentalnie....

   
Moją żona uwielbia róże (ja oczywiście też ).. Wymagają one sporo pracy, ponieważ nie tylko trzeba o nie dbać odpowiednio je zasilając, podlewając i przycinając, ale także trzeba kilka razy w sezonie walczyć z pożerającymi ich liście i kwiaty gąsienicami oraz mszycami.. Na zimę należy je dobrze zabezpieczać przed mrozem... Późną jesienią przycinam krzaczki róż na wys.20-30 cm, u nasady usypuje kopczyk, a resztę okrywam agrowłókniną..


     Pracy przy nich sporo, ale za to gdy zaczyna kwitnąć taki kącik różany, to naprawdę wynagradza wszystkie trudy hodowli..

   
Kilka rożnych kolorów jakie nabyłem do mojego różanego kącika, tworzy jeden duży, barwny kobierzec... Zobaczcie sami jak urocze są różane kwiaty..

                     
Gdy opowiadałem w III cz. historię odnalezienia w stodole mojej babci zabytkowego wózka, nie wspomniałem o jeszcze jednym zabytkowym znalezisku.. Pod stertą desek i słomy odkopałem urządzenie zwane w ludowej gwarze - brusok... Co to takiego?.... Otóż jest to urządzenie wykonane z dębowego drewna, w formie zydla na czterech nogach.. Zamontowany na nim duży, okrągły kamień z korbą służył niegdyś do ostrzenia noży czyli do bruszenia (gwarowo)....

   
Kamień wykonany jest z bardzo drobnoziarnistego piaskowca.. Pod spodem znajduje się wyżłobione w dębowym drewnie korytko, w które wlewa się wodę, aby proces ostrzenia nie przebiegał na sucho... Kręciło się korbą i przykładało nóż do kamienia szlifierskiego...Taka obecna, trochę większa szlifierka, tylko z napędem ręcznym.... Odnowiony, prawie stuletni brusok zajął miejsce na jednej z ogrodowych rabat.. 
I powiem na koniec jeszcze jedno.. Moi znajomi do tej pory, gdy tylko potrzebują zaostrzyć jakiś nóż, korzystają z niego i twierdzą, że po takim ostrzeniu noże są ostre jak brzytwa....

   
Na ogrodzie w cieniu jabłonki stanęła także drewniana studnia.. Kolejny mebel architektury ogrodowej..


         
Na jednym z zielonych tarasów dość długo było pusto.. Nie miałem pomysłu co tam umieścić... Nie chciałem sadzić krzewów ani drzewek.. Aby trochę zmienić styl tego miejsca, postanowiłem zabudować coś odmiennego, wyróżniającego ten kawałek ogrodu.. Pewnego razu przechodząc obok pracowni rzeźbiarskiej ujrzałem wysoką na 2,5 metra, drewnianą rzeźbę przedstawiającą postać starca, podpierającego się drewnianym kosturem.. Od razu wpadła mi owa rzeźba w oko.. Po negocjacjach cenowych w niespełna godzinę, dwóch górali dowiozło mi ją na teren ogrodu.. Na specjalnym wózku dojechała na swoje miejsce.. W pobliskiej pracowni kamieniarskiej załatwiłem spory, bazaltowy głaz na podstawę pod figurę.. Po 3 dniach została ona ustawiona do pionu na kamiennym cokole..

   
Gdy spojrzałem po zakończeniu prac na ten monument z perspektywy ogrodu, wiedziałem że był to "strzał w dziesiątkę".. Właściwy facet na właściwym miejscu....
   
   
Drewniana figura miała stać tutaj przez całe lata, trzeba więc było zatroszczyć się o jej przetrwanie w zmiennych warunkach atmosferycznych.. Została kilkakrotnie napuszczona przeznaczonym do tego celu konserwantem..

   
A skąd wzięła się obok druga figura jakiegoś faceta w okularach ???..Tego nie mogę zrozumieć.. ...

      
Ogród wzbogacił się o kolejną, ciekawą formę ogrodową i zaczynał coraz bardziej zmieniać się w kolorowe, zaciszne miejsce..

   
A teraz mała zagadka... Co to jest "ostaniec"?.. Żeby było jeszcze ciekawiej powiem, że ostańce to mogoty i humy... I od razu wyjaśniam: nikomu tymi zwrotami nie staram się ubliżyć !!! ... Na pewno Ostaniec to nie ten, co "ostaje" z tyłu wycieczki  .. Ostaniec to w fachowym określeniu - wzniesienie skalne powstałe w wyniku procesów wietrzenia i erozji (a także denudacji terenów przyległych, co powoduje odsłonięcie i pozostawienie ostańca). Ostańce występują jako wyizolowane formy terenu, często o stromych, skalistych stokach, stanowiące pozostałość większego masywu skalnego. A wspomniane mogoty i humy to przykłady ostańców wapiennych, których nazwy wywodzą się z rejonów ich sławnego występowania - Dalekiej Azji i Bałkanów. Przykłady najpiękniejszych ostańców wapiennych w Polsce znajdują się na całym Jurajskim Szlaku - od Częstochowy począwszy, a na okolicach Krakowa skończywszy.. Przeszedłem ten piękny, jurajski Szlak Orlich Gniazd kilkanaście razy, zwiedzałem zamki, warownie i strażnice.. Podziwiałem i penetrowałem piękne jurajskie jaskinie.. Opowiem o tym kiedyś w serii blogów o Jurajskim Szlaku, natomiast teraz wracam do tematu ogrodu.. 
A oto niewielkie odłamki wapiennych ostańców, które po wielu staraniach nabyłem od właściciela jeden z prywatnych działek na Jurze..

         
Kiedy ponad 10 lat wcześniej zakładałem w pierwszej, górnej części ogrodu niewielką kaskadę z wodnym oczkiem, wygrodziłem ją drewnianą palisadą.. Po 10 latach, lichej jakości palisada zaczęła butwieć.. Postanowiłem więc obramowanie kaskady wymienić na skalne, bazaltowe płyty.. Efekt był naprawdę świetny, a poza tym trwałość kamienia pozwoli przetrwać tej konstrukcji "-dziesiąt" kolejnych lat...

        
Pomysłem mojej żony był "trafiony" zakup kamiennych wazonów, które zostały ustawione po obu stronach kaskady i posłużyły do nasadzenia w nich kolorowych kwiatów..

        
A tak wygląda kaskada z paru metrów wysokości..

   
  Po ponad 20 latach teren działki "z grubsza" został zagospodarowany.. Pozostała ostatnia, dolna część a właściwie spory, zielony trawnik powyżej szklarni, która wybudowana została  na samym końcu ogrodu.. W moim planie było zrobienie tam dużego klombu, na którym znajdą miejsce odmiany ciekawych iglaków oraz krzewy  nie rosnące jeszcze na terenie ogrodu... Zerwałem wierzchnią warstwę trawnika o zaplanowanym kształcie.. Posadziłem pierwsze dwa iglaki..

   
I znowu jak przy poprzednich, skalnych inwestycjach, kolejna tona kamiennych płyt piaskowca, kilkadziesiąt worków ogrodowej ziemi, łopata, grabki, zakasane rękawy i jazdaaaa.... Po 3 dniach wytężonej pracy powstał ten spory klomb, na którym zasadziłem ciekawe odmiany iglaków i rododendrona..

      
Znalazły tutaj swoje miejsce takie odmiany iglaków jak przepiękny Cyprys Nutkajski "Pendula"(po prawej) - drzewo pokroju stożkowatego, posiadające efektownie zwisające długie gałązki o ciemnozielonej barwie. Cyprys ten rośnie szybko (20 do 30 cm rocznie), maksymalnie osiąga 20 do 25 m, doskonały do nasadzeń pojedynczych.. Jest wyjątkowo ozdobną odmianą, nasadzaną w parkach i ogródkach przed domami jako główny element dekoracyjny. Wymaga stanowiska słonecznego lub półcienistego, gleby różne (preferowane żyzne, przepuszczalne i próchnicze). Jest mrozoodporny.. Obok niego posadziłem dwie odmiany jałowców, lecz szczepione na pniach... Jeden z nich to Jałowiec Chiński Stricta (z przodu na małym pniu) - krzew o pokroju zwartym, wąsko-stożkowatym, dorastający do ponad 2,5 m wysokości i średnicy około 1 m, igły miękkie, niebieskozielone, zimą stają się stalowoniebieskie. Doskonale znosi cięcie, dlatego przy formach piennych można dowolnie kształtować jego koronę.. Drugi z jałowców to także forma szczepiona na pniu - Jałowiec Łuskowy Blue Carpet (z tyłu na pniu) - normalnie jest to krzew płożący się, szeroki i rozłożysty, osiąga do 4 m szerokości i 70 cm wysokości, igły koloru srebrzystoniebieskiego. Znosi doskonale cięcie jak jego poprzednik, dlatego forma pienna jest podatna na dowolne kształtowanie....

   
Z mniejszych odmian iglaków znalazły się tutaj: Cyprysik Groszkowy i Tuja Kulista.. Centralne jednak miejsce na klombie zajął Rododendron o pięknych, ciemnoróżowych kwiatach..

   
W rogu ogrodu pomiędzy nowo wybudowanym klombem a płotem sąsiada, posadziłem niskie odmiany Jałowca Sabińskiego. Jałowiec sabiński (inaczej sawina lub sawiński) 'Tamariscifolia' to stara i dobrze znana odmiana. Ma pokrój półpłożący - w młodości (przez jakieś pierwsze 10 lat) niski do 30 -40 cm wysokości, w starszym wieku dorasta nawet do metra wysokości. Pędy poziome tak się układają w starszych roślinach, jakby krzew tworzył kilka poziomych warstw nałożonych na siebie. Ma sinozieloną barwę, jest mało wymagający i dość odporny. Stosowany m.in. jako roślina okrywowa... Za jałowcami nasadziłem młode drzewka szlachetnej odmiany Srebrnego świerka.. Drzewo to dorasta do 30 metrów wysokości, jednak u nas w kraju zwykle raczej niższe. Korona regularna, gałęzie sztywne, osadzone na pniu, szeroko rozwarte tworzą wyraźne piętra, oddalone od siebie w prawie równych odległościach. Naturalnie występuje na zachodzie Ameryki Północnej. Rozpowszechniony w całej Europy aż po Ural – znosi surowy klimat i suche kontynentalne powietrze. Najbardziej cenione odmiany posiadają wybarwienie błękitne, srebrne. Rozmnażane są przez szczepienia...

   
Obecnie nastała moda na "bujanie"... Bujają nas na każdym kroku.. Buja rząd, buja UE, buja przyjaciel zza oceanu.. Bujanie stało się modnym trendem .. Postanowiłem i ja się troszkę pobujać, a właściwie pohuśtać.... Objechałem znajomych górali, którzy wytwarzają huśtawki ogrodowe i u jednego z nich zakupiłem, oczywiście po obowiązkowym targowaniu, interesujący mnie model tego mebla ogrodowego...

   
Solidnie wykonana, zakonserwowana, z wygodnym, dużym siedzeniem oraz z małą huśtawką z boku dla mojej wnuczki.....
 
      
I tak dobiega końca kolejna część opowieści o historii powstawania Mojego Ogrodu... W V części bardzo kolorowej i urokliwej, przedstawię różne oblicza ogrodu. Kwiecistą wiosnę, upalne gorące lato, kolorowe, pastelowe barwy jesieni i białe, zimowe oblicze czyli  innymi słowy 4 pory roku odwiedzające mój ogrodowy raj.. A teraz pozwólcie, że posiedzę troszkę na mojej huśtawce zanim zabiorę się do pisania kolejnego posta.. Do zobaczenia w V cz.opowieści o Historii Mojego Ogrodu..

   
KONIEC cz.IV
C.D.N...

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajrzałam pod każdy krzaczek, wszystko posadzone co do milimetra , no może ławkę bujaną dałabym deko do tyłu ... żarcik . Myślę , że jeszcze z większą przyjemnością i ciekawością pospaceruję w V części pt W Jędrusiowym ogródku .
    No i co ja tam zobaczę ? jola aldonka pozdrawia

    OdpowiedzUsuń